Strona korzysta z plików cookies, aby lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
OK, nie pokazuj więcej
Serwis podróżniczy

Turcja Egejska

Autor: Iksis, Data: 2012-03-28
Państwo: Turcja

Ocena 9/10 (1 głosów):

Na pierwszy wyjazd objazdowy po Turcji wybrzeżem Morza Egejskiego wybraliśmy się autokarem. Nie pamiętam już dokładnie jak długo trwała podróż (na pewno ponad dobę), ale moim zdaniem za długo. Zdecydowanie lepiej dotrzeć do Turcji samolotem, tym bardziej że ceny za przeloty stają się coraz bardziej przystępne. Po wyjeździe z Polski jechaliśmy przez Słowację, Węgry, Serbię, Bułgarię i w końcu dotarliśmy do Turcji (zatrzymując się oczywiście kilka razy na posiłki i na przejściach granicznych).

W Turcji, przeprawą promem przez Dardanele dostaliśmy się do Canakkale. W miejscowości tej, niedaleko portu zobaczyć można konia trojańskiego pozostałego po filmie Troja. Z Canakkale udaliśmy się do samej Troi zwiedzać ruiny starożytnego miasta. Szczerze mówiąc, nie za wiele zostało z tego słynnego miasta, ale jak się łatwo domyślić, można tam zobaczyć i wejść do repliki konia trojańskiego. Większe wrażenie robi natomiast Pergamon - miasto które wchodziło w skład imperium Aleksandra Wielkiego, do którego udaliśmy się w następnej kolejności. Z Bergamy, autokar dość wąską i krętą drogą wspiął się na wzgórze, na którym znajdują się pozostałości akropolu. Największą uwagę przykuwają tu ruiny teatru i częściowo zrekonstruowanej świątyni Trajana. Niestety w samym Pergamonie nie zobaczymy słynnego Wielkiego Ołtarza Zeusa, który wywieziony został przez Niemców (za zgodą tureckiego sułtana) i znajduje się obecnie w Muzeum Pregamońskim w Berlinie.

Z Pergamonu, przez Izmir dotarliśmy do Kusadasi - miejscowości wypoczynkowej położonej nad samym morzem, w której spędziliśmy 4 dni. Miasteczko jest samo w sobie bardzo sympatyczne i warto wybrać się na tamtejszy bazar, na Wyspę ptaków czy spacer po porcie. Plaża przy hotelu (Grand Hotel) w Kusadasi nie jest jakaś rewelacyjna (w sezonie jest raczej zatłoczona), a ponieważ nie lubimy biernie wypoczywać na plaży, to od razu rozejrzeliśmy się za możliwymi jednodniowymi wycieczkami oferowanymi przez lokalne biura. W Turcji w zasadzie nie ma problemu z komunikacją w języku angielskim - z łatwością można porozumieć się z lokalnymi tour operatorami. Jeśli chodzi o rozliczenia, najbardziej preferują oni USD (np. euro patrzyli raczej niechętnie i stosowali dość niekorzystny przelicznik, ale być może do dzisiaj to się zmieniło). Wybraliśmy wycieczki: Priene - Milet - Didyma, wycieczkę statkiem, jeep safari oraz wizytę w tureckiej wiosce (Turkish village). Priene - Milet - Didyma to coś dla miłośników starożytnych zabytków, to wycieczka podczas której największe wrażenia zrobiły na nas: starożytny amfiteatr w Priene oraz świątynia Apollina i siedziba wyroczni w Didymie. Wycieczka statkiem (boat trip), to coś dla miłośników wypoczynku na wodzie. Mnie najbardziej podobała się możliwość skoków do wody bezpośrednio ze statku oraz wizyta na odludnej ale kamienistej plaży (w odróżnieniu od pełnej ludzi plaży w centrum Kusadasi). Jeep safari to całkiem fajna wyprawa jeepami 4x4 po okolicznych wzgórzach, tradycyjne jedzenie przygotowane na łonie natury przez obsługującą nas załogę jeepów oraz kąpiel na piaszczystej i pustej plaży. Bardzo sympatyczny okazał się również wyjazd do tureckiej wioski (wycieczka turkish village), z dala od hoteli, podczas którego mieliśmy okazję wejść do tradycyjnego domu, zjeść posiłek przygotowany przez gospodynię, a także zwiedzić tamtejszy meczet. Na końcu zajechaliśmy do winnicy, gdzie oczywiście można było spróbować i zakupić butelkę lokalnego wina.

Po pobycie w Kusadasi wyjechaliśmy do Efezu. Tutaj od razu uderzyła mnie ilość turystów. W trakcie naszego pobytu do portu w Efezie przybił duży statek wycieczkowy i spora grupa ludzi różnej narodowości w jednym momencie udała się na zwiedzanie tego starożytnego miasta... Razem z przewodnikiem zwiedzaliśmy kolejne zakamarki Efezu, z których poza Ulicą Marmurową i Świątynią Hadriana, w pamięci pozostaje przede wszystkim Biblioteka Cellusa zachowana w imponującym stanie. Niedaleko Efezu, na Wzgórzu Słowików położony jest Dom Marii Dziewicy (Meryemana), gdzie zgodnie z tradycją Maryja ukryła razem z św. Janem po ukrzyżowaniu Jezusa i w którym spędziła resztę swojego życia. Mieści się tu również grób świętego Jana. Tu również był dość spory tłok...

Następnie udaliśmy się do Pamukkale, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO i słynącego z wapiennych trawertyn. Wypływająca z gorących źródeł woda, bogata w związki wapnia i dwutlenek węgla, ochładzając się na powierzchni, wytrąca węglan wapnia, którego osady układają się w nacieki i stalaktyty. To co możemy zobaczyć dzisiaj w Pamukkale dość znacznie odbiega od tego co pokazują widokówki z tego miejsca zrobione kilka/kilkanaście lat temu, ale i tak myślę że warto odwiedzić to miejsce. Wejście na trawertyny, z uwagi na ochronę osadów, jest możliwe tylko po zdjęciu obuwia. Po wejściu na górę, powyżej tarasów zwiedzić można również Hierapolis.

Z Pamukkale udaliśmy się do Stambułu (dawnego Konstantynopola), największego tureckiego miasta, podzielonego cieśniną Bosfor na część europejską i azjatycką. W trakcie czasu wolnego, wieczorem udaliśmy się na spacer, podczas którego zaszliśmy do jednej z herbaciarni. Warto skusić się na pyszną owocową herbatę i spróbować fajki wodnej (jeśli ktoś lubi). Następnego dnia zwiedziliśmy najbardziej znane obiekty w Stambule, czyli pałac sułtana - Top Kapi, Meczet Sultanahmet (Błękitny Meczet) oraz Hagia Sofia. Błękitny Meczet jest chyba najwspanialszym meczetem jaki miałem okazję oglądać (przynajmniej do dnia dzisiejszego). Duże wrażenie robi również Hagia Sofia (tur. Ayasofya), świątynia bizantyjska zamieniona przez Turków na meczet w 1453 roku. Obecnie mieści się tam muzeum. Przed wyjazdem udaliśmy się jeszcze na Wielki Bazar (Grand Bazar) - największy bazar w Turcji. Tak jak w przypadku innych bazarów w państwach arabskich, sprzedawcy są tu nachalni i targowanie się jest w zasadzie niezbędne bo ceny wyjściowe są znacznie zawyżone...

Wyjeżdżając z Turcji zatrzymaliśmy się jeszcze w Edirne. Znajduje się tu meczet Selimiye wybudowany dla sułtana Selima II w latach 1569 – 1575 przez tureckiego architekta Sinana. Nie ma tu już takiego tłoku i zwiedzanie tego meczetu jest bardziej kameralne (mając w pamięci zwiedzanie zabytków Stambułu). W 2011 roku meczet ten został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Droga powrotna autokarem dłużyła się jeszcze bardziej niż droga z Polski do Turcji (co było zresztą do przewidzenia). Ogólnie wyjazd należy uznać za udany, a Turcja to kraj bardzo różnorodny, do którego warto na pewno wrócić.

Zdjęcia

Wczytywanie zdjęć...
Cannakale - koń z filmu Troja Pergamon Pergamon - teatr
Pergamon Kusadasi - Ladies Beach Priene
Priene - miejsce dla VIPów w teatrze Priene - amfiteatr Milet
Didyma - świątynia Appollina Didyma Boat trip - port w Kusadasi
Boat trip Boat trip Boat trip - przystanek na plaży
Boat trip - turkish disco Jeep safari Jeep safari
Jeep safari Jeep safari Kusadasi - Long Beach
Kusadasi - Wyspa Ptaków Turkish Village - meczet Turkish Village
Turkish Village Turkish Village Turkish Village
Turkish Village - żółw wychodzi z fontanny Turkish Village Turkish Village - gospodynie
Efez Efez - biblioteka Cellusa Efez - amfiteatr
Efez Grób Św. Jana Pammukale
Pammukale Pammukale Pammukale
Przejazd przez Cieśninę Bosfor Istambuł - egipski obelisk na Hipodromie Istambuł - Błękitny meczet
Istambuł - Hagia Sophia Istambuł - Hagia Sophia Widok na Złoty Róg
Istambuł - Top Kapi Istambuł - Grand Bazar Istambuł - Grand Bazar
Edirne - meczet Sinnana