Strona korzysta z plików cookies, aby lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
OK, nie pokazuj więcej
Serwis podróżniczy

Baśniowa Tajlandia, część 2

Autor: Gienek, Data: 2014-05-09
Państwo: Birma, Laos, Tajlandia

Ocena 10/10 (1 głosów):

Zapraszam do kolejnej części relacji z mojej podróży do Tajlandii. Jeśli nie czytałeś(aś) poprzedniej cześci relacji, zapraszam tu: część 1.

Następny dzień rozpoczął się jak zwykle śniadaniem, które zaserwowano nam w restauracji na świeżym powietrzu. W porannym chłodku pyszne jedzonko smakowało jeszcze lepiej. Tuż obok stolików rozpościerał się fajny ogród. Jedyny minus takiego rozwiązania to komary które dawały o sobie znać gryząc gdzie się da. Niby nic wielkiego ale nie zapominajmy, że Tajlandia leży w obszarze tropikalnym gdzie występuje malaria. Co prawda malarii na południu kraju nie ma, ale my już nie znajdowaliśmy się tak bardzo na południu. Co prawda zagrożenie załapania tego złośliwego pierwotniaka było znikome ale nie zerowe. Po śniadaniu ruszyliśmy w dalszą drogę na północ. Niestety podczas drogi jeden z naszych współtowarzyszy podróży poczuł się źle i musieliśmy zajechać do szpitala. Poczekalnie w tajlandzkich izbach przyjęć są podobnie zatłoczone jak u nas. Naszemu choremu turyście udzielono fachowej pomocy i już po godzinie ruszyliśmy dalej. Z tego co później opowiadał, to udzielający mu pomocy lekarz nie zechciał pieniędzy za swoją pomoc.

Tajskie przysmaki

Po ponad godzinie drogi zatrzymaliśmy się na pierwszy postój na stacji paliw Shell. Paliwa w Tajlandii są tańsze niż u nas. Widoczną na zdjęciu w galerii cenie należy podzielić przez około 10. Po półgodzinnej przerwie ruszyliśmy dalej. Nie przejechaliśmy zbyt dużego odcinka drogi gdyż czekała na nas pierwsza smakowita atrakcja turystyczna tego dnia. Każdy mógł kupić i skosztować pysznego chrupiącego szczurka prosto z grilla.

Pomimo szczerych zachęt ze strony naszego rezydenta pana Darka i naszego miejscowego przewodnika Joe, nie zauważyłem aby ktokolwiek skusił się i spróbował pysznego szczurka. Nie zauważyłem też aby oni sami też zajadali się szczurkami. Ze względu, że nie było chętnych na degustację, ruszyliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się dopiero w miejscowości Ayutthaya w świątyni Wat Mongkol Bophit.

Świątynie w Ayutthaya i Sukhothai

Pierwsze co przykuło naszą uwagę to olbrzymia głowa Buddy. Wierni przyklejali do niej złote papierki. Obok głowy Buddy była świątynia w której był Budda z maszynką do przepowiadania przyszłości. Jestem prawosławnym chrześcijaninem więc nie skorzystałem z wróżby, natomiast moja żona traktując to jedynie jako dobrą zabawę skorzystała. Wróżba była napisana w taki sposób, że można było ją dopasować prawie do każdej sytuacji.

Obok świątyni z wróżbą były ruiny świątyni Wat Pra Si Sanphet. Można było tam podziwiać wiele starożytnych budowli. Wejście do zabytkowych ruin było tak zorganizowane, że aby tam się dostać to koniecznie trzeba było przejść przez bazar. Następnym punktem zwiedzania w miejscowości Ayutthaya była zabytkowa świątynia Wat Mahathat. Kto tam był to widział na własne oczy jak mocno jest tam zakorzeniony Buddyzm ;) Niestety pozostałości świątyni są w dość marnym stanie.

Po zwiedzeniu Wat Mahathat idąc do autokaru i przechodząc przez ulicę Chikun moją uwagę przykuły ładne latarnie. Po załadowaniu się do autobusu ruszyliśmy w dalszą drogę. Noc spędziliśmy w hotelu La Paloma w miejscowości Phitsanulok lecz przed pójściem spać wybraliśmy się na mały spacerek po tej miejscowości. W tym hotelu spędziliśmy tylko jedną noc i z samego rana zaraz po śniadaniu ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie.

Jako pierwsza atrakcja tego dnia przewidziana była świątynia Wat Phra Si Rattana w miejscowości w której nocowaliśmy. Znajduje się tam drugi co do świętości w Tajlandii posag Buddy. Gdy wejdzie się do tej świątyni i chce się zrobić zdjęcie Buddzie to należy klęknąć o czym skwapliwie przypomina obsługa świątyni. W świetle jupiterów, Budda mienił się wszystkimi odcieniami złota. Tuż obok buddy medytował mnich. Podobnie jak w większości buddyjskich świątyń wszędzie można było zobaczyć mnóstwo rożnego rodzaju Buddów. Oczywiście nie mogło zabraknąć też wszechobecnego monarchy.

Szczerze powiedziawszy miałem już trochę dosyć oglądania budynków sakralnych. Tutaj mała sugestia dla organizatorów tej wycieczki. Wplećcie w plan wycieczki trochę więcej podziwiania przyrody ponieważ baśniowość Tajlandii nie polega jedynie na świątyniach buddyjskich. W tym kraju jest również piękna przyroda która też zapewne spodobałaby się dla wielu gdyby Rainbow Tours zechciało ją pokazać.

Ruszyliśmy ku następnemu punktowi wycieczki a były nim ruiny świątyni Wat Mahathat w miejscowości Sukhothai oddalonej o jakieś 80km. Jest to najważniejszy zespół świątynny parku historycznego i jednocześnie starówki miejscowości Sukhothai. Dziś z niegdyś wspaniałej świątyni pozostały jedynie ruiny lecz siedzący pośród pozostałości kolumn Budda, zdaje się być niewzruszony biegiem czasu i burzliwymi dziejami królestwa. Obserwując starożytne ruiny możemy jedynie domyślać się jak wspaniale niegdyś wyglądały te budowle.

W tym samym parku historycznym znajduje się również Wat Si Sawai. Przechodząc przez mostek możemy zobaczyć kwitnące lotosy czy jakieś tam lilie. Nie znam się na nazwach, ale kwiatki wyglądają bardzo ładnie. W końcu nasze intensywne zwiedzanie dobiegło końca. Czekaliśmy jedynie na maruderów którzy nie zdążyli zobaczyć wszystkiego. Oczekiwanie umilała zimna fanta no i widok pięknych palm. W końcu załadowaliśmy się do autokaru i ruszyliśmy dalej. Po męczącym zwiedzaniu organizator imprezy przygotował dla nas pyszny lunch w prawdziwie tropikalnej scenerii.

Pyszny obiadek jedliśmy na świeżym powietrzu wśród tropikalnej roślinności. Od słońca chronił nas zbudowany z liści palm dach który opierał się na palach. Ścian nie było wcale. Wtedy przypomniała mi się moja wyprawa do Sri Lanki (Perły Cejlonu). Była to jak dla mnie najciekawsza i najlepiej zorganizowana wycieczka jak dotąd. Tajlandii (przynajmniej tam gdzie byłem) brakowało tej soczystości, egzotyki i wszechobecnej przyrody. W Sri Lance wystarczyło zejść tylko trochę z drogi aby spotkać dwumetrowego warana a spotkanie ze słoniem spacerującym ze swym panem na ulicach nie należało do rzadkości. Sri Lankę będę zawsze miło wspominał jako kraj który bardzo wysoko postawił poprzeczkę (zachęcam do przeczytania mojej relacji z pobytu w tym kraju). Tutaj właśnie jedliśmy obiadek w knajpce bardzo podobnie zbudowanej jak większość knajpek na Cejlonie. Było czuć zapach przyrody i wiatr we włosach. Zewsząd dobiegał śpiew ptaków. Nieopodal stolików było stoisko z lokalnym alkoholem a dla chętnych pani nalewała tajski bimberek pędzony z ryżu. Po wypiciu kieliszka takiego trunku było czuć jak przyjemne ciepełko rozchodzi się po jelitach. Szkoda, że do Polski można spoza UE wwozić jedynie 1L mocnego alkoholu na osobę. Ograniczeni idiotycznymi przepisami dokonaliśmy skromnych zakupów i znów ruszyliśmy w dalszą drogę.

Za oknem autokaru było coraz bardziej zielono choć nie tak soczyście jak na Cejlonie. Po kilku godzinach jazdy zatrzymaliśmy się na rozprostowanie kości w malowniczym miejscu nad jeziorem Phayao. Gdy tam przybyliśmy słońce właśnie miało schować się za górami na horyzoncie po drugiej stronie jeziora. Wszystko to wyglądało bardzo baśniowo i malowniczo. Tuż obok jeziora była kawiarnia która serwowała kawę równie baśniową i malowniczą co widok zachodzącego słońca nad tropikalnym jeziorem. Aż szkoda było pić taką kawę, lecz niestety takie dzieło sztuki można było utrwalić jedynie na zdjęciu lub filmie. Dodam tylko, że kawa smakowała równie dobrze co wyglądała. Polecam wszystkim będącym w okolicy wstąpienie na kawkę do tej kawiarenki serwującej napoje na świeżym powietrzu.

Po rozprostowaniu kości i wypiciu kawki ruszyliśmy w dalszą drogę. Późnym wieczorem dotarliśmy do hotelu Golden Pine w miejscowości Chain Rai. Był to ładny kawałek liczący 426km. Organizator trochę przesadził. Niektórym od długotrwałej jazdy autokarem popuchły nogi. Jedna z dziewczyn która siedziała u nas z tyłu następnego dnia powiedziała "Nigdy nie sądziłam, że kostka może być wklęsła" Na szczęście najdłuższy odcinek drogi mieliśmy już za sobą. Przed snem chcieliśmy pooddychać trochę świeżym powietrzem więc trochę czasu spędziliśmy nad hotelowym basenem. Dodam tylko, że Golden Pine to był chyba najlepszy hotel podczas całego objazdu. Spać poszliśmy późnym wieczorem.

Mae Sai przy granicy z Birmą

Następnego dnia tuż po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku miasta Mae Sai. Jest to miasto leżące tuż przy granicy z Birmą. Tego dnia jako pierwszy punkt zwiedzania dla chętnych była fakultatywna wycieczka do Birmy. My nie byliśmy chętni na zwiedzanie Birmy, więc zostaliśmy po tajlandzkiej stronie granicy. Rozstaliśmy się grupą która udawała się na teren Birmy tuż przy przejściu granicznym i ruszyliśmy na samodzielne zwiedzanie miasteczka przygranicznego  Mae Sai. Na początku natrafiliśmy na stoisko ze świecidełkami. Żartowaliśmy, że można tu kupić po okazyjnej cenie: szmaragdy, rubiny, szafiry i brylanty po milion karatów każdy ;)

Popałętaliśmy się trochę pomiędzy stoiskami z różnościami i ruszyliśmy po wysokich schodach do świątyni Wat Phra Thai Doi Wao. Wydawało się, że schody nie mają końca lecz gdy dotarliśmy na szczyt, to naszym oczom ukazał się placyk z mnóstwem kolorowych budynków sakralnych. Z terenu świątyni rozpościerał się bardzo ładny widok na teren Birmy. Można było dostrzec szczyty gór spowite chmurami, które ze względu na dość znaczną wysokość na której znajdowaliśmy się, wydawały się być nienaturalnie nisko, wręcz na wyciągnięcie ręki. Tuż poniżej linii chmur znajdowało się małe birmańskie miasteczko. Nieopodal stał posąg olbrzymiego, groźnie wyglądającego skorpiona, z groźnymi szczypcami i kolcem jadowym skierowanym w kierunku północnego sąsiada. Z Tajami i Birmańczykami jest podobnie jak z Polakami i Rosjanami. Panuje między nimi niechęć spowodowana historycznymi zajściami. Jako ciekawostkę można dodać, że w Tajlandii film pt.: "Anna i król" z Jodie Foster w roli głównej jest zakazany, ponieważ w tym filmie Birmańczycy są przedstawieni jako strona pozytywna, a Tajowie jako ci źli.

Tuż przy ścianie świątyni stał calutki rząd kolorowych kogutów. Nie mogłem się powstrzymać, aby pstryknąć sobie zdjęcie na tle kogucików. Poza tym wszędzie było pełno wszechobecnych posągów Buddy w różnych pozycjach. Wszędzie było też niby pięknie i czysto, ale wystarczyło wyjrzeć tuż za murek świątyni aby zobaczyć co zajmujący się obiektem Tajowie robią ze śmieciami. Do powrotu naszej grupy z Birmy było jeszcze trochę czasu, więc nie mając za bardzo co zrobić ze sobą zaglądaliśmy w każdy kąt i podziwialiśmy architekturę sakralną. Gdy już obejrzeliśmy w świątyni wszystko bardzo dokładnie, to ruszyliśmy na zwiedzanie miasteczka  Mae Sai. Tak jak w całej Tajlandii, tak i tu wzdłuż każdej ulicy rozstawione są wszechobecne stragany z rozmaitymi towarami.

Złoty Trójkąt

W końcu doczekaliśmy się powrotu naszej grupy z Birmy. Wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy w kierunku miasteczka Chiang Saen i złotego trójkąta. Nazwa "złoty trójkąt" pochodzi od tego, że w tym miejscu jest granica trzech państw: Tajlandii, Birmy i Laosu. Na przystani wsiedliśmy w łódź i ruszyliśmy w rejs po rzece Mekong. Mekong to ogromna rzeka o żółtawym zabarwieniu. Z łodzi mieliśmy fajny widok zarówno na Tajlandię, jak i Laos. Nasz przewoźnik wysadził nas na Laoskim brzegu rzeki Mekong. Tuż obok przystani była budka ze strażnikiem. Pokazaliśmy mu paszport i weszliśmy na teren Laosu a raczej laoskiego bazaru.

Naszą wizytę na laoskim bazarze rozpoczęliśmy od degustacji wódek z jakimś "dziadostwem" w środku. Wybrałem do skosztowania wódkę z Kobrą i z skorpionem. Szczerze powiem, że nic rewelacyjnego. Szkoda, życia tych stworzeń na te dziwne trunki. W każdym bądź razie wódki wyglądały lepiej niż smakowały. Nie kupiliśmy ich ze względu na przekonania i przepisy celne, ale kupiliśmy masę chustek i innych pamiątek z tego regionu świata.

Gdy już wszyscy kupili to co chcieli, to zebraliśmy się na przybrzeżnym deptaku i chwilę poczekaliśmy na naszą łódź. Po powrocie na tajską stronę rzeki Mekong poszliśmy na samodzielne zwiedzanie miasteczka Chiang Saen. W pewnym momencie podeszła do nas miejscowa dziewczyna która przedstawiła się jako studentka  socjologii i poprosiła nas o wypełnienie krótkiej ankiety na temat komunikacji miejskiej w Chiang Saen. Próbowaliśmy jej wytłumaczyć, że nic nie wiemy na temat komunikacji miejskiej w tym miasteczku, ponieważ jesteśmy tu od kilku godzin i nie korzystaliśmy z komunikacji miejskiej, ale jej bardzo zależało abyśmy wypełnili ankiety, więc to zrobiliśmy. Nasze odpowiedzi były na pewno bardzo "obiektywne i trafne" ;)

Wioska górskich plemion

Następnym punktem programu była wizyta w wiosce górskich plemion. Z tego co zdążyłem zauważyć, to dawało tam show dla turystów trzy plemiona. Nasz przewodnik wyjaśnił nam, że ci ludzie przyjeżdżają tam do pracy a mieszkają gdzie indziej. Miejscowi zaprowadzili nas nawet do turystycznego ogródka gdzie rosły ananasy. Jedna ze sfotografowanych przeze mnie Pań, była podobno kiedyś w programie Martyny Wojciechowskiej. Już od najmłodszych lat dziewczynkom nawija się na szyję drut i zbiegiem czasu jak dziewczynka rośnie, dowija się kolejne zwoje. To już był ostatnia atrakcja tego dnia. Z wioski górskich plemion wróciliśmy do hotelu który znajdował się już niedaleko. Wieczór spędziliśmy nad basenem i spacerując alejkami pomiędzy hotelowymi bungalowami. Spać poszliśmy późnym wieczorem. Następnego dnia z rana tuż po śniadaniu ruszyliśmy na dalszy etap zwiedzania. Obsługa hotelu wyszła aby nas pożegnać.

Było to 14 stycznia 2014r. U nas na Podlasiu zaczynała się prawdziwa zima, zaczynało zawiewać drogi a mróz sięgał prawie -20o C. Ludzie wyrwani z ciepłych domów śpieszyli się zmarznięci do pracy a niektórzy utknęli w zaspach. W tym czasie, mnie to na szczęście nie dotyczyło. Byłem na urlopie, nie musiałem iść do pracy. Siedziałem w klimatyzowanym autokarze a za oknem było ponad +20o C. Obserwując otaczający świat aż nie chciało się wierzyć, że tam gdzie mieszkam na co dzień, jest teraz mroźno i biało.

Biała Świątynia

Nasz rezydent, Pan Darek, powiedział nam przez mikrofon, że jako pierwszy punkt programu zobaczymy dziś Białą Świątynię która jest inna niż wszystkie i jest pozaplanowym punktem programu. W tym momencie pomyślałem sobie, że mam już dość oglądania planowych świątyń a co dopiero wspominać o nie planowych. Lepiej pokazaliby nam więcej przyrody a tu widzimy ciągle tylko świątynie i nic więcej :/ Wtedy nie wiedziałem jak bardzo myliłem się. Gdy dojechaliśmy na miejsce naszym oczom ukazała się budowla jakby żywcem wyrwana z bajki o królowej śniegu i bardziej pasowałaby do mojego rodzinnego Podlasia niż do tropikalnej Tajlandii. Było jeszcze dość wcześnie i słońce nie wyglądało zza dachów budynków ale nawet w takim półcieniu budowla wyglądała olśniewająco. Staliśmy jak wryci i patrzyliśmy się na tą niesamowitą budowlę jakby nie z tego świata. Jest to świątynia która jest jeszcze ciągle w budowie. Projektantem tej świątyni jest współczesnym tajskim artystą.

"Mówiąc o tej świątyni, nie sposób pominąć nazwiska samego twórcy. To niekonwencjonalne dzieło tworzy Chalermchai Kositpipat, artysta znany i ceniony. Zasłynął przede wszystkim jako malarz, wykorzystujący w swojej twórczości rozmaite wyobrażenia Buddy. W roku 2004 został uhonorowany nagrodą Silpathrn. Ale to Wat Rong Khun ma być dziełem jego życia, zapewniającym nieśmiertelność. 'Śmierć może powstrzymać moje marzenie, ale nie może przerwać mojego projektu' - zapowiedział Kositpipat. Biała Świątynia, zarówno w zamyśle, jak i rzeczywistości opiera się na głębokiej symbolice. Postrzegana jest powszechnie jako współczesne wyobrażenie świątyni buddyjsko-hinduistycznej poświęconej Buddzie. Biel ma odzwierciedlać jego czystość. Wymiar religijny podkreśla religijność artysty i wyraża jego chęć rozprzestrzeniania buddyzmu w Tajlandii i na świecie. To jest główne przesłanie całego projektu. Ściany i monumenty pokryte są dość równomiernie fragmentami szkła, które mieniąc się w słońcu potęgują ten boski wymiar. Białe szkło symbolizuje bowiem mądrość Buddy, która 'świeci jasno na całej kuli ziemskiej i w całym wszechświecie'. Aby dostać się do głównej części kompleksu trzeba przejść przez most. Ten element ma z kolei symbolizować cykl przejścia od momentu narodzin do wstąpienia do domu Buddy. Mały półokrąg przed mostkiem to świat ludzi, a duży okrąg z kłami to usta Rahu, demona. Generalnie, jest to więc wyobrażenie piekła i cierpienia." (opis zaczerpnięto z www.travelmaniacy.pl)

Gdy tak staliśmy i gapiliśmy się na tę świątynię, to zza dachów budynków wyjrzało słońce. Świątynia zabłysła światłem miliona iskier które emanowało z osadzonych w tynku malutkich lusterek. Podchodząc do świątyni już z daleka można zobaczyć bramę o której wspomniano w powyższym opisie. Wyobrażenie piekła obok mostku działało na wyobraźnię. Szczególnie te mnóstwo rąk które są wyciągnięte w błagalnym geście pomocy. Wygląda to tak jakby potępieńcy którzy przeżywają ogromne cierpienia, wyciągają ręce w nadziei, że ktoś chwyci ich za rękę i wyciągnie z piekła, jednocześnie uwalniając od wiecznego cierpienia.

Kontrastem dla tak straszliwej wizji piekła jest fosa, która moim zdaniem symbolizuje coś przeciwnego do piekła. Pływają w niej kolorowe rybki. Wygląda to tak jakby kolorowe anioły fruwały w chłodnym błękicie nieba. W piekle potępieńcy wyciągają ręce w błagalnym geście prosząc o pomoc. Robią to wszyscy potępieńcy poza jednym który pokazuje "międzynarodowy znak pokoju" ;) Kto odnajdzie na poniższym zdjęciu, rękę z czerwonym paznokciem która należy do tego odmiennego potępieńca? Oczywiście nie mogłem powstrzymać się aby nie pstryknąć sobie fotki pomiędzy kłami demona Rahu. Potem zrobiliśmy jeszcze kilka fotek naokoło świątyni bo niestety wewnątrz obowiązuje zakaz robienia zdjęć.

Skoro nie można robić zdjęć wewnątrz świątyni to chociaż opiszę wam co tam zobaczyłem. Wnętrze świątyni nie jest białe. Podobnie jak i z zewnątrz tak i wewnątrz świątynia jest pełna symboliki, z tym że wewnątrz świątyni symbole są jak najbardziej współczesne i pochodzą ze świata realnego jak i wyimaginowanego. Autor przedstawił na ścianach malunki największych według niego współczesnych złoczyńców takich jak: Usama ibn Ladin, George Bush, Michael Jackson, Predator, Obcy, Darth Vader itp... jak i jego zdaniem największych dobroczyńców takich jak: Matka Teresa z Kalkuty, Batman, Spiderman, Neo z Matrixa itp... Długo by opisywać co można zobaczyć wewnątrz świątyni. Po prostu trzeba tam pojechać i to zobaczyć. Obok świątyni stoi złota toaleta. W środku jest bardzo czysto, a gdy wchodzi się do kabiny to trzeba zdjąć własne buty i założyć przygotowane kapcie.

Ruszamy w dalszą drogę...

Idąc do autokaru, ostatni rzut oka na mieniącą się w świetle księżyca świątynię i czas wsiadać do autokaru. Na parkingu obok naszego, stała sportowa wersja autokaru ;) ale będąc w Azji pewnie nie raz każdy spotkał różne dziwne przeróbki różnego sprzętu. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Po kilku godzinach jazdy zatrzymaliśmy się w zajeździe który nazywa się "Cabbages & Condoms" co można przetłumaczyć na polski jako "Kapusty i Prezerwatywy". Przed wejściem wita nas "uśmiechnięty penis" z napisem Safe Sex. Wokoło restauracji jest gdzie pospacerować. Można też spotkać masę różnych przedmiotów wykonanych z prezerwatyw. Wracając do nazwy zajazdu to podobno wzięła się ona stąd, że po wojnie wietnamskiej pewien amerykański żołnierz postanowił osiąść w Tajlandii. Gdy tam mieszkał to przeraziło go to, na jak niskim poziomie stoi świadomość seksualna Tajów. Postanowił temu zaradzić i otworzył bar w którym, gdy ktoś kupi miskę bigosu na obiad to dostaję prezerwatywę gratis.

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej. Następnym punktem programu była wytwórnia parasolek. Wszystkie produkowane tam parasolki są wytwarzane ręcznie z naturalnych materiałów i zdobione ręcznie. Oczywiście poza parasolkami można tam nabyć różnego rodzaju wachlarze oraz zrobić sobie ekstra rysunek na komórce lub aparacie fotograficznym. Czas w wytwórni parasolek szybko nam minął. Ruszyliśmy ku kolejnemu punktowi programu czyli wytwórni biżuterii.

Czytaj dalej

Zdjęcia

Wczytywanie zdjęć...
Pyszne chrupiące szczury prosto z grilla Pyszne chrupiące szczury prosto z grilla Ceny paliwa w Tajlandii
Świątynia Wat Mongkol Bophit w miejscowości Ayutthaya Stupa w świątyni Wat Pra Si Sanphet w miejscowości Ayutthaya Targ obok Wat Phra Si Sanphet
Świątynia Wat Mahathat w miejscowości Ayutthaya Świątynia Wat Mahathat w miejscowości Ayutthaya Świątynia Wat Mahathat w miejscowości Ayutthaya
Na ulicy Chikun w miejscowości Ayutthaya Świątynia Wat Phra Si Rattana Mahathat Mnich buddyjski w świątyni Wat Phra Si Rattana Mahathat
Świątynia Wat Phra Si Rattana Mahathat Kwitnacy fikus Świątynia Wat Phra Si Rattana Mahathat
Targ świątynny Świątynia Wat Mahathat Wat Si Sawai
Wat Si Sawai Wat Si Sawai Nad jeziorem Phayao
Pięknie ozdobiona kawa w kawiarni nad jeziorem Phayao Pięknie ozdobiona kawa w kawiarni nad jeziorem Phayao Szmaragdy, diamenty, rubiny i szafiry po milion karatów każdy ;)
W mieście Mae Sai Swiatynia Wat Phra Thai Doi Wao w miescie Mae Sai Widok na Birmę ze świątyni Wat Phra Thai Doi Wao w mieście Mae Sai
Skorpion skierowany szczypcami w kierunku Birmy ma gryźć i odpędzać złych Birmańczyków ;) Światynia Wat Phra Thai Doi Wao w mieście Mae Sai Światynia Wat Phra Thai Doi Wao w mieście Mae Sai
Światynia Wat Phra Thai Doi Wao w mieście Mae Sai Szmaragdy, diamenty, rubiny i szafiry po milion karatów każdy ;) Rejs po rzece Mekong - Złoty Trójkąt
Wężowe trunki na bazarze w Laosie Wężowe trunki na bazarze w Laosie Promenada nad rzeką Mekong w Laosie
W mieście Chaing Saen Ananas w wiosce górskich plemion Z wizytą w wiosce górskich plemion
Z wizytą w wiosce górskich plemion Z wizytą w wiosce górskich plemion W hotelu Golden Pine
W hotelu Golden Pine Żegnający nas pracownicy hotelu Golden Pine Wat Rong Khun - Biała Świątynia
Wat Rong Khun - Biała Świątynia Wat Rong Khun - Biała Świątynia Wat Rong Khun - Biała Świątynia
Wat Rong Khun - Biała Świątynia Wat Rong Khun - Biała Świątynia Wat Rong Khun - Biała Świątynia
Wat Rong Khun - Biała Świątynia Wat Rong Khun - Biała Świątynia Toaleta obok Białej Świątyni
Toaleta obok Białej Świątyni Wat Rong Khun - Biała Świątynia Sportowy autobus ;-)
W restauracji o nazwie Kapusta i Kondomy W restauracji o nazwie Kapusta i Kondomy W restauracji o nazwie Kapusta i Kondomy
W restauracji o nazwie Kapusta i Kondomy Fabryka parasolek Fabryka parasolek
Fabryka parasolek