Strona korzysta z plików cookies, aby lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
OK, nie pokazuj więcej
Serwis podróżniczy

Baśniowa Tajlandia, część 1

Autor: Gienek, Data: 2014-04-28
Państwo: Tajlandia

Ocena 10/10 (2 głosów):

Wyjazd do Tajlandii planowałem praktycznie zaraz po powrocie z Egiptu w 2011 roku. Niestety perturbacje na tle zawodowym spowodowały, że nie mogłem sobie pozwolić na dłuższy urlop. W końcu przyszedł czas, że pojawiła się okazja. Szybciutko wskoczyłem na net i zacząłem przeglądać oferty biur podróży na stronie wakacje.pl. Znalazłem interesującą mnie ofertę i wysłałem zapytanie e-mailem do wakacje.pl oraz Rainbow Tours. Z Rainbow Tours odpowiedź pojawiła się błyskawicznie więc wycieczkę zarezerwowałem bezpośrednio w biurze podróży. Dopiero po kilku dniach jakaś Pani zadzwoniła do mnie z wakacje.pl i zaczęła przedstawiać swoje oferty. Grzecznie podziękowałem Pani za "błyskawiczną" odpowiedź i powiedziałem, że wycieczkę zarezerwowałem bezpośrednio w biurze podróży. No cóż. Kto ma refleks szachisty ten traci w tym biznesie. Szóstego stycznia 2013r zima była w miarę łagodna. Temperatury były na lekkim plusie i nic nie zapowiadało, żeby to wkrótce miało się zmienić. Do Warszawy dotarliśmy wcześnie rano. Samochód jak zwykle zostawiliśmy na naszym ulubionym parkingu przy ulicy Szyszkowej 48. Korzystanie z tego parkingu jest bardzo wygodne, ponieważ obsługa zawozi na lotnisko wraz z bagażami a potem po przylocie zabiera z lotniska i przywozi na parking. Ponadto dla stałych klientów mają zniżki. Po przybyciu na lotnisko okazało się, że obecnie odprawy wyglądają już inaczej niż w ubiegłych latach. Już nie idzie się do stoiska biura podróży tylko bezpośrednio do odprawy bagażowej. Tam dostaje się bilety i wszystkie niezbędne wskazówki. Po odprawie bagażowej, paszportowej i niezbędnych zakupach w strefie wolnocłowej, (Trzeba było kupić prowiant na drogę. Obecnie LOT nie daje nic do jedzenia ani do picia w klasie ekonomicznej podczas lotu. Za wszystko trzeba zapłacić) siedzieliśmy i słuchaliśmy opowieści naszych współpodróżnych o wrażeniach z poprzednich podróży. Jedni Państwo opowiadali wrażenia z pobytu w kraju w Ameryce Południowej, w którym wszelkie narkotyki są legalne i można nimi legalnie handlować. Z opowieści tych Państwa wywnioskowałem, że obywatelom tego kraju nie żyje się najlepiej. W końcu przyszedł czas na przejście do samolotu. Przy rękawie czekał na nas Dreamliner. Szczerze powiedziawszy, to po nagonce jaką media urządziły na te samoloty, wchodząc na pokład tego giganta w którym miałem spędzić najbliższe 10h swego życia, (miałem nadzieję że nie ostatnie) czułem się trochę nieswojo. Okazało się, że Dreamliner jest dość wygodnym samolotem. Pomimo, że jestem sporawym facetem, to miałem gdzie podziać nogi, a pokładowy system rozrywki wyposażony w kilka filmów, seriali, trochę muzyki i gierek ratował pasażerów od zanudzenia się na śmierć podczas lotu. Niestety tym razem przypadły nam miejsca pośrodku samolotu i nie mogłem zarejestrować śladu z trasy lotu za pomocą GPS tak jak to robiłem w latach poprzednich. Po środku samolotu nie ma niestety zasięgu. Choć samolot jest w sumie wygodny to tyle godzin podróży jednak robi swoje. Gdy samolot wylądował i w końcu stanąłem na twardej posadce lotniska w Bangkoku to byłem uradowany, że lot w końcu dobiegł końca. Po wylądowaniu: odprawa paszportowa, która wcale nie przebiegła zbyt szybko, odbiór bagażu i szukanie na lotnisku swego rezydenta. W końcu siedzieliśmy w autokarze a nasz rezydent przedstawiał nam wszystkie podstawowe informacje o Tajlandii. Dowiedzieliśmy się też, że doba hotelowa zaczyna się od godziny 14 i prawdopodobnie nie uda się od razu dostać pokoi. Dodam tylko że do Tajlandii przylecieliśmy około godziny 4 nad ranem. Na śniadanie dotarliśmy niedługo przed godziną 6.

Bangkok, pierwsze wrażenia

Po śniadaniu ruszyliśmy w drogę do hotelu. Oczywiście zgodnie z tym co powiedział nam rezydent, gdy dotarliśmy do hotelu Grand China, wolnych pokoi nie było. Co prawda były szanse na to, że dostaniemy pokoje trochę wcześniej niż o 14, ale na ile wcześniej to nie było wiadomo. Po prawie dziesięciu godzinach lotu, wszyscy byli skonani i w głębi ducha klęli na złą organizację wycieczki przez Rainbow Tours. Tutaj muszę napisać, że Rainbow Tours z synchronizacją przylotu i noclegu dało ciała na całego. Ludzie zmęczeni, przepoceni po całonocnym locie najchętniej wzięliby prysznic i poszli spać a tu zonk. Postanowiliśmy nie narzekać i wyjść na miasto zobaczyć jak wygląda dzielnica chińska Bangkoku bo właśnie tam zatrzymaliśmy się. Gdy wyszliśmy z hotelu uderzyło w nas gorąco i wilgoć. Z wszystkich stron dobiegał charakterystyczny zapach przepalonego oleju. Miasto spowijane było przez jakby taką lekką mgiełkę. Od razu czuło się, że to miasto jest inne od tego z czym spotykamy się na co dzień w Europie. Zmęczenie ustąpiło pod naporem ciekawości. Ruszyliśmy na pierwsze indywidualne zwiedzanie.

Czas tak szybko mijał, że okazało się, że była już prawie 8, a o tej właśnie godzinie, nasz rezydent Pan Darek zorganizował nam, abyśmy się nie nudzili w oczekiwaniu na pokoje, pozaplanowe zwiedzanie świątyni Złotego Buddy. Świątynia ta po Tajlandzku nazywana Wat Traimit. Nazwę swoją zawdzięcza posągowi Buddy wykonanemu ze szczerego złota. Posąg ma ponad 3m wysokości i waży 5,5 tony co przy kursie złota za 1g 47.10zł daje nam wartość 259 050 000 PLN. U nas ten posąg to pewnie już dawno ukradliby ;). Nasi przewodnicy czyli Pan Darek i miejscowy przewodnik na którego mówiliśmy Joe ustawili się po obu krańcach grupy i ruszyliśmy piechotą w drogę. Idąc patrzyliśmy już na obudzony Bangkok. Moją uwagę przykuły plątaniny kabli porozwieszane na słupach. Zastanawiałem się jak tamtejsi elektrycy mogą się połapać w tym bałaganie.

Wszędzie wokoło ktoś coś sprzedawał. W odróżnieniu od krajów arabskich, w Tajlandii sprzedawcy nie są nachalni. Może spokojnie podejść, pooglądać i zdecydować czy się kupi daną rzecz, czy nie. Nad ulicami w wielkich ilościach wisiały kolorowe kule. Wyglądało to baśniowo. Bardzo szybko zorientowałem się, że w Tajlandii zapalenie się zielonego światła nie oznacza, że możemy wejść na przejście dla pieszych a samochody zatrzymają się i nas przepuszczą. Jakże było wielkie moje zdziwienie, gdy pomimo zielonego światła dla pieszych, a czerwonego dla samochodów, w czasie gdy byłem już na przejściu dla pieszych zauważyłem jak samochód pędzi prosto na mnie i przeraźliwie trąbi. Pewnie kierowca tego samochodu chciał powiedzieć: "Zjeżdżaj z drogi przybłędo europejska. Myślisz, że jak masz zielone światło to możesz bezkarnie wejść na drogę a ja ciebie przepuszczę? Tutaj takich jak ty przejeżdżamy na pasach dla pieszych ;)" Na szczęście obeszło się bez wypadku.

Świątynia Wat Traimit to wyglądająca nowocześnie budowla. Przed wejściem do świątyni oczywiście nie mogło zabraknąć zdjęcia panującego w Tajlandii króla. Tajlandzki król to ponoć postać bardzo lubiana postać przez Tajów i ciesząca się wielką popularnością. Pomimo tak wielkiej miłości narodu Tajskiego do swego władcy, krytykowanie go jest surowo zakazane i karane bardzo surowo. No cóż. Podobno prawdziwa cnota krytyki się nie boi.

W necie można znaleźć następujący news. "Oliver Rudolf Jufer, 57-letni Szwajcar, został skazany na dziesięć lat więzienia za obrazę tajskiego króla Bhumibola Adulyadeja. Farbą w sprayu pomalował w dzień urodzin króla pięć plakatów z jego podobizną. Za każdy plakat dostał cztery lata więzienia. Sąd zredukował mu karę o połowę, ponieważ Jufer przyznał się do winy." Podobno potem tajlandzki monarcha darował winy i ułaskawił szwajcara. Wewnątrz świątyni możemy oczywiście zobaczyć wspaniały złoty posąg.

Po powrocie ze zwiedzania, okazało się, że pokoje w hotelu nadal nie są gotowe. Ludzie koczowali gdzie się da. My poszliśmy do sali w której obsługa hotelowa pozwoliła dla naszej grupy poczekać na wolne pokoje. Położyłem się na podłodze i usnąłem. Ze snu wyrwał mnie czyjś głos: "są już wolne pokoje". Zeszliśmy do recepcji a tam już nasz rezydent rozdawał klucze. Pokoje były przestronne i porządnie urządzone.

Poleciałem szybciutko pod prysznic a potem usnąłem jak kamień. Ze snu wyrwał mnie dzwonek budzika. Wieczorem byliśmy umówieni z naszym rezydentem na kupowanie wycieczek fakultatywnych. Po zebraniu pojechaliśmy windą na 23 piętro gdzie był taras widokowy i basen. Z tarasu widokowego rozpościerał się cudowny widok na nocny Bangkok. Późnym wieczorem poszliśmy spać. Następnego dnia czekał na nas dzień pełen zwiedzania.

Z powodu zmiany czasu, w Tajlandii jest przesunięty o sześć godzin, pomimo potwornego zmęczenia, obudziłem się o drugiej w nocy i już nie mogłem zasnąć. Przeleżałem w łóżku do rana. Z rana szybkie śniadanko w hotelu, po którym wyruszyliśmy na zwiedzanie. Na pierwszy ogień poszedł Bazar Kwiatowy - taka wielka tajlandzka kwiaciarnia ;)

Potem z bazaru kwiatowego przeszliśmy na uliczny warzywniak. Wszędzie było pełno znanych i nieznanych u nas warzyw, pomiędzy nami przeciskali się miejscowi handlarze z wózkami. Wszystko wyglądało tak inaczej jak u nas, tak egzotycznie. Oczywiście nawet na bazarze nie mogło zabraknąć najpopularniejszych środków lokomocji w tym kraju, czyli skuterów.

Wat Pho - świątynia leżącego Buddy

Po wyjściu z bazaru udaliśmy się w kierunku Wat Pho, czyli Buddyjskiej świątyni w której znajduje się ogromny, liczący 46m posąg przedstawiający wizerunek Buddy w pozie leżącej. Z tego powodu świątynia Wat Pho nazywana jest również świątynią leżącego lub odpoczywającego Buddy. W tej świątyni najbardziej malowniczymi i przykuwającymi wzrok obiektami są stupy, czyli obiekty sakralne w kształcie ostrosłupa służące jako relikwiarz, czyli pojemnik na prochy spoczywającej tam osoby. Stupy są bardzo różnych rozmiarów. Od bardzo małych, do takich które są wyższe od kilkupiętrowych budynków. Prawie każdej bramy pilnują zbrojne posągi przywiezione z Chin które mają odpędzać złe duchy. W Wat Pho znajduje sponad tysiąc wizerunków Buddy a największy z nich jest naprawdę ogromny. Na terenie świątyni jest też symbol płodności. Podobno mężczyznom dodaje on "wigoru" a kobietom które mają problemy z zajściem w ciążę, pomaga doczekać się upragnionego potomstwa.

Pałac Królewski i rejs po rzece Chao Phraya

Następnym punktem programu był kompleks pałacowy. Tam to było dopiero eldorado dla miłośników architektury Buddyjskiej. Po zwiedzaniu kompleksu pałacowego byliśmy kompletnie padnięci, szczególnie, że temperatura wahała się w okolicach 30st C i była duża wilgotność powietrza. Na szczęście następnym punktem programu był rejs po rzece Chao Phraya, a to wiązało się ze zwiedzaniem na siedząco. Tym razem podziwialiśmy Bangkok od strony rzeki. Podczas rejsu zatrzymaliśmy się na karmienie rybek. Setki sumowatych ze smakiem wcinało słodką bułkę którą wrzucaliśmy im po kawałku.

Na koniec rejsu przepłynęliśmy obok kościoła Katolickiego Santa Cruz oraz meczetu Somdet Chao Phraya. Łódź wysadziła na przystani nieopodal hotelu. Resztę drogi przeszliśmy pieszo. Koniec dnia spędziliśmy na basenie na 23 piętrze hotelu Grand China, oraz na podziwianiu widoków z tarasu widokowego. W dzień ten dziesięciomilionowy kolos spowija smog.

Na koniec dnia wybraliśmy się na kolację do jednej z wielu restauracji w Bangkoku. Kolacja była połączona z przedstawieniem. Sztuka którą zademonstrowano nam podczas kolacji w formie skróconej jest bardzo znana w Tajlandii i jest nawet szkolną lekturą. Fabuły nie będę opisywał ponieważ, gdyby nie streszczenie przed sztuką przez naszego rezydenta, to pewnie nikt nie domyśliłby się o co w tym wszystkim chodziło. W każdym bądź razie, moim skromnym zdaniem, ta sztuka była zbyt egzotyczna dla przeciętnego polskiego widza. To był już ostatni dzień naszego pobytu w Bangkoku. Wieczorem spakowaliśmy walizki i poszliśmy spać.

Pływający targ w Damnoen Saduak

Następnego dnia tuż po śniadaniu ruszyliśmy na północ. Pierwszy postój to był zajazd przydrożny w miejscowości Bang Chang. Z tego co zauważyłem to w Tajlandii bardzo popularnym kwiatkiem jest storczyk. Można go spotkać praktycznie wszędzie. Również w przydrożnych zajazdach.

Po krótkim "rozprostowaniu kości" ruszyliśmy dalej. Kolejny punkt wycieczki to pływający targ w Damnoen Saduak. Gdy dotarliśmy do Damnoen Saduak to od razu poszliśmy na przystań, tam wsiedliśmy do czekających już na nas łodzi i ruszyliśmy na przejażdżkę po kanałach. Płynąc podziwialiśmy otaczające nas widoki. Na mnie, ten punkt imprezy przygotowanej przez Rainbow Tours, zrobił bardzo dobre wrażenie

Płynąc, w pewnym momencie, moją uwagę przykuł domek z kwiatami. Pewnie fajnie jest mieszkać w gorącym klimacie tuż nad wodą :) Po przejażdżce łodzią przyszedł czas na zakupy na pływającym targu. Oczywiście sam targ nie pływa, poza małymi jego fragmentami znajdującymi się na łodziach. Po zakupach, wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy dalej.

Kanchanaburi

Odcinki które pokonywaliśmy autokarem były dość spore, więc po przejechaniu każdych kilkuset kilometrów byliśmy szczęśliwi, że możemy wysiąść i "rozprostować kości". Tym razem wysiedliśmy dopiero w miejscowości Kanchanaburi i zaczęliśmy od zwiedzania muzeum budowy kolei birmańskiej.

Kolej birmańska została wybudowana przez japońskiego okupanta, siłami niewolniczej pracy alianckich jeńców wojennych, podczas II wojny światowej w latach 1942 – 1943. Podczas budowy kolei w wyniku okrutnego traktowania i przez choroby tropikalne, życie straciło wiele tysięcy ludzi. W muzeum na wielu wystawach można zobaczyć w jaki sposób byli żołnierze alianccy pracowali budując kolej dla japońskiego oprawcy. Możemy tam też zobaczyć na jednej z wystaw napis który w moim wolnym tłumaczeniu z angielskiego brzmi: "Jeszcze nigdy życie tak wielu nie znaczyło tak niewiele".

Obok muzeum jest cmentarz jeńców którzy stracili życie z rąk Japończyków. Za cmentarzem alianckim znajduje się cmentarz chiński.

Nad rzeką Kwai

Potem zostaliśmy przewiezieni nad rzekę Kwai a tam wsiedliśmy na tratwę na której mieliśmy już przygotowany pyszny obiad i tą tratwą ruszyliśmy w kolejny rejs. Jedząc obiad mogliśmy podziwiać otaczające nas widoki. Nasz rejs zakończył się przy moście kolejowym na rzece Kwai. Pamiętacie taki stary film pod tytułem "Most na rzece Kwai"? W tym filmie jest pokazane jak budowano most, oczywiście nie ten ze zdjęcia powyżej ale podobny który został zniszczony w wyniku bombardowania.

Wysiedliśmy z tratwy, a że mieliśmy chwilę przerwy to postanowiliśmy pozwiedzać indywidualnie miejscowość Tha Ma Kham. Na moście spotkaliśmy wycieczkę z jednej ze szkół tajlandzkich. Aby rozpoznać jaki uczeń jest z jakiej klasy to wymyślono tam, że każda z klas ma inny kolor koszulek. Następnie załadowaliśmy się w autobus i ruszyliśmy dalej.

Przejażdżka koleją śmierci

Po drodze zatrzymaliśmy się gdzieś w dżungli na spotkanie z małpkami. Jedna Pani z naszej wycieczki zachowywała się dość powściągliwie z oddawanie małpkom wszelkiego jedzenia które posiadała, więc małpka ją zaatakowała, odebrała jedzonko i przy okazji trochę podrapała. Na szczęście nie stało się tej Pani nic poważnego. Po tym niefortunnym spotkaniu z małpkami dotarliśmy naszym autokarem na dworzec kolejowy a tam po dłuższym oczekiwaniu na pociąg i załadowaniu się do niego ruszyliśmy na przejażdżkę koleją śmierci.

Pociąg jak i tory wyglądały tak jakby nie były remontowane od czasów II wojny światowej. Gdy wysiedliśmy z pociągu na jednej ze stacji kolei śmierci to ruszyliśmy autokarem w drogę powrotną do Kanchanaburi. Tam nocleg mieliśmy w hotelu RS. W tym hotelu tak jak i w całej Tajlandii nie mogło zabraknąć orchidei. Niestety ten hotel był chyba najgorszym hotelem podczas całej wycieczki i firma Rainbow Tours powinna się zastanowić czy nie zapewnić noclegów kolejnym turystom w innym hotelu. Następnego dnia ruszyliśmy w dalszą podróż.

Czytaj dalej

Zdjęcia

Wczytywanie zdjęć...
Bangkok - dzielnica chińska Bangkok - dzielnica chińska Bangkok - dzielnica chińska
Wat Traimit - świątynia złotego Buddy - Bangkok Wat Traimit - świątynia złotego Buddy - Bangkok Wat Traimit - zdjęcie króla - Bangkok
Wat Traimit - świątynia złotego Buddy - Bangkok Widok nocny z 23 piętra hotelu Grand China w Bangkoku Bazar kwiatowy w Bangkoku
Bazar kwiatowy w Bangkoku Bazar warzywny w Bangkoku Wat Pho - swiatynia odpoczywajacego Buddy
Wat Pho - swiatynia odpoczywajacego Buddy Wat Pho - swiatynia odpoczywajacego Buddy Wat Pho - swiatynia odpoczywajacego Buddy
Wat Pho - swiatynia odpoczywajacego Buddy Wat Pho - swiatynia odpoczywajacego Buddy Ja w Wat Pho - swiatynia odpoczywajacego Buddy
Ja i penis Shiwy w Wat Pho - swiątyni odpoczywającego Buddy Wat Pho - swiątynia odpoczywającego Buddy Wat Pho - swiątynia odpoczywającego Buddy
Kompleks pałacowy w Bangkoku Kompleks pałacowy w Bangkoku Kompleks pałacowy w Bangkoku
Kompleks pałacowy w Bangkoku Kompleks pałacowy w Bangkoku Kompleks pałacowy w Bangkoku
Kompleks pałacowy w Bangkoku Kompleks pałacowy w Bangkoku Kompleks pałacowy w Bangkoku
Kompleks pałacowy w Bangkoku Kompleks pałacowy w Bangkoku Rejs po rzece Chao Phraya w Bangkoku - widok na Wat Arunratchawararam Ratchaworamahawihan
Rejs po rzece Chao Phraya w Bangkoku Ulica w Bangkoku Widok z hotelu Grand China
Bang Chang - Zajazd przydrozny Bang Chang - Zajazd przydrozny Damnoen Saduak - rejs po kanałach
Damnoen Saduak - rejs po kanałach Damnoen Saduak - rejs po kanałach Damnoen Saduak - rejs po kanałach
Damnoen Saduak - rejs po kanałach Damnoen Saduak - rejs po kanałach Damnoen Saduak - rejs po kanałach
Damnoen Saduak - rejs po kanałach Damnoen Saduak - pływający bazar Damnoen Saduak - pływający bazar
Damnoen Saduak - pływający bazar Muzeum Kolei Tajsko-Birmańskiej w Kanchanaburi - w tym muzeum napis głosi Jeszcze nigdy życie tak wielu nie znaczyło tak niewiele Muzeum Kolei Tajsko-Birmańskiej w Kanchanaburi - w tym muzeum napis głosi Jeszcze nigdy życie tak wielu nie znaczyło tak niewiele
Cmentarz żołnierzy amerykańskich w Kanchanaburi Chiński cmentarz w Kanchanaburi Chiński cmentarz w Kanchanaburi
Rejs po rzece Kwai Rejs po rzece Kwai W miejscowości Tha Ma Kham - most na rzece Kwai
Nieopodal miejscowości Sai York w parku narodowym Srinakarin Dam Małpka Przejażdżka koleją śmierci
Przejażdżka koleją śmierci Szpital w miejscowości Phanom Thuan