Strona korzysta z plików cookies, aby lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
OK, nie pokazuj więcej
Serwis podróżniczy

Grossglockner

Autor: atom, Data: 2010-01-28
Państwo: Austria

Ocena 10/10 (1 głosów):

Na najwyższy szczyt Austrii Grossglockner pojechaliśmy w sierpniu 2001 roku. Na szczyt postanowiliśmy wchodzić od strony południowej. Do miejscowości Spittal dojechaliśmy pociągiem, a stamtąd (po skompletowaniu całej ekipy) samochodem do Kals i na parking Lucknerhaus. Tam, po krótkiej drzemce i przepakowaniu plecaków, ruszyliśmy w górę, w kierunku schroniska Studle. Do schroniska dotarliśmy pod wieczór, ale noc spędziliśmy w namiocie rozbitym obok schroniska. Ok. godziny 6 rano, po deszczowej nocy, wyruszyliśmy w górę. Początkową część drogi szliśmy po skałach, a dalej - przez lodowiec Teischnitzkees. Teren wydawał się łatwy, a na horyzoncie nie widać było szczelin. Cały czas szliśmy wydeptaną ścieżką. Pierwsza szczelina pojawiła się w okolicy przełęczy Schere. Asekurując się jak należy, przekroczyliśmy szczelinę, przeszliśmy przełęcz i weszliśmy na lodowiec Kodnitzkees. Tu, dalej wydeptaną ścieżką, doszliśmy do grani prowadzącej do najwyższego schroniska w austriackich Alpach Erzherzog-Johann Hutte (3454 m.n.p.m).

Ze schroniska Erzherzog-Johann, przez lodowiec Glocknerkees, podziwiając niesamowite widoki, weszliśmy na grań szczytową. Początkowo szliśmy bez asekuracji, ale w pewnym momencie uznaliśmy że jest ona konieczna. Asekurację ułatwiały dość liczne stałe punkty w postaci metalowych słupków. Minęliśmy kilka zespołów schodzących ze szczytu. Kiedy weszliśmy na pierwszy wierzchołek - Kleinglockner, pogoda zaczęła się psuć, a my (tak na wszelki wypadek) niespokojnie rozglądaliśmy za jakimś schronieniem. Widoczność spadła do kilku metrów, zrobiło się zimno. Nie podjęliśmy jednak decyzji o odwrocie (tak jak to zrobili wszyscy, którzy szli za nami) i ok. godziny 16 stanęliśmy na szczycie głównym.

Zaczął padać śnieg, więc na szczycie nie zabawiliśmy zbyt długo. Po zrobieniu kilku fotek, zaczęliśmy schodzić w dół. W oddali słychać było burzę, a my w pewnym momencie usłyszeliśmy świst. Coś takiego słyszałem wcześniej stojąc przy linii wysokiego napięcia, gdy powietrze jest wilgotne. Ten dźwięk wydawały metalowe słupki na grani. Jedyne co w takim momencie wymyśliliśmy, to pozostawienie całego żelaziwa i schronienie się w najbardziej "ustronnym" miejscu, jakie wcześniej wypatrzyliśmy. Przesiedzieliśmy tam chyba z godzinę marznąc i wymyślając scenariusze dalszych działań. Wreszcie pogoda się poprawiła i podjęliśmy decyzje aby schodzić dalej, bo nie zdążymy przed zmrokiem. Skała była juz lekko zalodzona, wiec postanowiliśmy skrócić sobie drogę, zjeżdżając wszędzie tam, gdzie było to możliwe. Najgorsze były tu chyba momenty podejścia, np. przejście przez wąską i bardzo eksponowaną przełęcz Obere Glocknerscharte, wejście na Kleinglockner. Kiedy weszliśmy na lodowiec Glocknerkees, poczuliśmy lekką ulgę. Po dotariu do schroniska Erzherzog-Johann, nikt nie pomyślał nawet o kontynuowaniu zejścia. Zostaliśmy tu na noc. Następnego dnia zeszliśmy do schroniska Studle i potem jeszcze niżej do samochodu pozostawionego na parkingu Lucknerhaus. W okrojonym składzie pojechaliśmy w kierunku Dolomitów (krótka relacja z tego wypadu tutaj).

Na koniec kilka faktów. Grossglockner to najwyższy szczyt Austrii (3798 m.n.p.m), położony w Alpach, w Wysokich Taurach, w grupie Glockner. Niektórzy nazywają go po polsku Wielkim Dzwonnikiem. Wznosi się ponad lodowcem Pasterze. Jego dwa wierzchołki, Grossglockner oraz Kleinglockner, rozdziela  mała, wąska przełęcz nazywana Glocknerscharte. Wierzchołek główny pierwszy raz zdobyty został 28 lipca 1800 roku.

Zdjęcia

Wczytywanie zdjęć...
Grossglockner (widok ze schroniska Erzcherzog-Johhan Hutte) Na lodowcu Teischnitzkees Na lodowcu Glocknerkees
Wchodzimy... (grań Kleinglockner - Grossglockner) Schodzimy ze szczytu Grossglockner Załamanie pogody podczas zejścia (na lodowcu Glocknerkees)