Strona korzysta z plików cookies, aby lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
OK, nie pokazuj więcej
Serwis podróżniczy

Ekspedycja do serca Afryki, część 3

Autor: ekspedycja, Data: 2013-09-11
Państwo: Hiszpania, Maroko, Mauretania, Sahara Zachodnia, Senegal

Ocena 9.5/10 (2 głosów):

Zapraszamy do lektury trzeciej części relacji "dzień po dniu" z Ekspecycji IV Kongo. Jeśli nie czytałeś(aś) poprzednich cześci relacji, zapraszamy tu: część 1, część 2.

Dzień 18

Zanim ruszymy drogę powrotną samochód musi być sprawny. Ma to szczególne znaczenie, gdyż wracać będziemy we dwójkę i wolelibyśmy nie stanąć gdzieś pośrodku bezludzia Mauretanii czy Sahary. W Mauretanii nie mieliśmy nawet zasięgu w żadnym z naszych telefonów, a ruch na drogach obu państw po północy praktycznie zamiera do rana. Wojtek dokłada wszelkich starań, abyśmy nie mieli problemów.

Okazuje się też że nasze pozwolenie na poruszanie się po drogach, zostało źle wypełnione przez urzędnika na granicy. Z dokumentu wynika, że samochód mamy zostawić w Senegalu. Aby wyjechać nim z Senegalu, musimy te pomyłkę naprawić. Urzędnicy, którzy nam w tym pomagali byli bardzo przyjaźni, co nie zmieniło faktu, że straciliśmy na to sporo czasu i pieniędzy.

Dakar to prawdziwy raj dla przydrożnych handlarzy, a miasto wypełnia nieskończona ilość zbitych z byle czego budek pozorujących na sklepy. Można u nich kupić niemal wszystko, czego dusza zapragnie, jednak kupujących tutaj jak na lekarstwo. Wszędzie gdzie się pojawiamy niezmiennie zostajemy otoczeni przez zastępujących nam drogę handlarzy, którzy swoje towary podtykają nam pod twarz. Naprawdę ciężko jest wtopić się w tłum. Nazywa się nas serdecznie bratem, siostrą. Ponieważ wzbogacilibyśmy się już o całkiem liczną gromadę nowych senegalskich krewnych ;), doszliśmy do wniosku, że więcej sióstr i braci nam nie potrzeba.

Dzień 19

Wyjazd z Dakaru zajmuje nam godzinę. Jedziemy pomiędzy trąbiącymi, przepychającymi się i niespełniającymi żadnych norm pojazdami. Spragnieni zieleni i bezdroży skręcamy na teren jednego z parków narodowych.

Przy drodze mijamy grupkę dzieci z opiekunkami. Zatrzymaliśmy się na chwilkę, aby się przywitać. Zaczęli głaskać nas po rękach, a dzieci przykładały rączki do naszych rąk i paluszkami pokazywały różnicę w kolorze skóry. Największe zdziwienie oraz śmiech wzbudziły moje piegi. Rozdaliśmy kilka upominków: smyczki Reporter Young i OOH Poland, a opiekunki dostały torby na zakupy „Super Drukarz”.

Późnym wieczorem docieramy do Saint Louis. W drodze na kamping, przejeżdżamy uliczkami wzdłuż oceanu, które są całkowicie zasypane śmieciami. Na takich kopach śmieci w ciągu dnia „pasą się” kozy, osiołki a nocą sfory psów. Już widzieliśmy w Afryce takie obrazki.

Dzień 20

Saint Louis zwane jest jezzową stolicą Afryki i ma swój specyficzny klimat, nawet mimo wszechobecnego brudu. Położenie na wyspie u ujścia rzeki Senegal, regularny plan miasta i charakterystyczna architektura kolonialna daje Saint-Louis charakterystyczny wygląd i tożsamość.

Udajemy się w kierunku granicy. Po drodze mijamy ubogie wioski bez prądu i bieżącej wody. Po wczorajszym deszczu utworzyły się kałuże, w których panie robiły pranie a dzieciaki kąpały się.

Na przejście graniczne w Rosso docieramy ok. godziny 15:00. Szybko też dostaniemy się do Mauretanii. Niestety, nasze wizy mauretańskie nie upoważniały nas do kolejnego przekroczenia granicy. Jesteśmy zmuszeni do powrotu do Dakaru i w celu wyrobienia wizy. Dziś jest sobota, więc jest z tym problem. Udaje nam się dostać prywatny numer telefonu do Ambasadora Mauretanii (to przyjaciel jednego z żandarmów pracującego na granicy).

Ambasador przyjął nas w niedzielę. Namawiał nas, abyśmy zostali w Dakarze, bo i tak nie zdążymy przekroczyć granicy. Już o 12:30 byliśmy w drodze do Rosso. Udało się – jednak zdążyliśmy. W drodze powrotnej decydujemy się na nocleg na dziko.

Dzień 21

Wyjęliśmy narty z bagażnika, odkurzyliśmy buty narciarskie i udaliśmy się na piaszczysty „stok”. Niestety nie mieliśmy ani widowni ani uczniów. Choć szusowanie w tych nietypowych warunkach jest całkiem zabawne – zdecydowanie preferujemy narty zimą!

Dzień 22, 23 oraz 24

Kolejną noc spędzamy na Saharze. Byliśmy niejednokrotnie ostrzegani, że Sahara i Mauretania to niebezpieczne miejsca. Nikt nam jednak nie zakłóca spokoju. Duże miasta Sahary Zachodniej takie jak Laayoune i Dakhla wywarły na nas olbrzymie wrażenie. Są takie czyste i zadbane, wszędzie widać zieleń i kwiaty.

Te 3 dni spędzone które spędziliśmy na trasie przez Saharę pozwoliły nam trochę odetchnąć. Warto przemierzać ten teren w ciągu dnia, aby móc zaobserwować, jak bardzo Sahara potrafi być zmienna. Powtarzające się kontrole żandarmerii nie stanowiły już dla nas zaskoczenia. Byliśmy na to przygotowani zabierając ze sobą po 30 kserokopii paszportów. Miłym zaskoczeniem było to, że zdarzali się panowie z żandarmerii nas pamiętali i z uśmiechem na twarzy życzyli „bon voyage”.

Dzień 25

Z samego rana dojechaliśmy Agadiru w Maroku i poczuliśmy się jak w Europie. Głównie dzięki dużej liczbie turystów z Rosji, Anglii oraz dzięki otoczeniu bez marokańskiego klimatu. Do tego zimno. Odwiedziliśmy na chwilkę Medynę, równie współczesną jak całe miasto. Z Agadiru udaliśmy się w kierunku Warzazat.

Warzazat to miasto szczególnie lubiane przez filmowców, których przyciąga tutejszy pustynny krajobraz. Urokliwe doliny Dadis i Dara z zachwycającymi gajami palmowymi, wioski w kolorze brązowo-czerwonej ziemi – a to wszystko na tle wypalonych słońcem gór.

Przejeżdżając przez góry napotkaliśmy kilka osad Berberów. Szczególnie entuzjastycznie witały nas jak zwykle dzieci. Już z daleka biegły w naszym kierunku, zachęcając różnymi sztuczkami do zatrzymania się i obdarowania upominkami.

Dzień 26

Kolejny cudowny dzień w Górach Atlas. Noc spędziliśmy w wyschniętym korycie rzeki. Wojtek wybrał to miejsce, kiedy już było całkiem ciemno. Jak się później okazało, była to droga dojazdowa do kilku budynków, dlatego też nocą budziły nas światła samochodów i przechodzący ludzie. Tylko dlaczego nikt na śniadanie nas nie zaprosił? ;)

Praktycznie cały dzień spędziliśmy w górach. Wjechaliśmy wąską szutrową drogą mieszczącą zaledwie jeden samochód na wysokość 2930 m n.p.m. Myśleliśmy, że to może droga w jedną stronę, aż do momentu, kiedy z naprzeciwka nadjechał Land Rover. Minięcie się na drodze wymagało od nas sporo zachodu. Towarzyszyły nam niesamowite widoki, oraz karłowata i nieliczna roślinność (z braku wody i wysokości).

Co jakiś czas przejeżdżaliśmy obok osad Berberów, stad kóz oraz wielbłądów. Szczególnie emocjonalnie reagowały na nas dzieci, już z daleka biegły boso po kamieniach w naszą stronę. Dziewczynki prosiły o biżuterię, jeden chłopiec i jego mama prosili o buty. Niestety wszystkich życzeń nie byliśmy w stanie spełnić, ale dla każdego znalazł się jakiś upominek. Dla mnie osobiście najbardziej wzruszający był moment, kiedy jedna z trzech dziewczynek, przy których się zatrzymaliśmy pokazywała na siebie i na samochód jakby chciała nam pokazać, żeby ją zabrać. Ogólnie ludzie są tu bardzo przyjaźni i często uśmiechają się.

Następnie kierujemy się w stronę Fez. Droga miejscami bez asfaltu lub zasypana skałami. Trafił się również szlaban i zerowa informacja na temat objazdu.

Dzień 27

Pobudka przychodzi nam dziś wyjątkowo łatwo. Udało się nam nawet nieco uzupełnić zaległości ze spaniem. Po szybkim śniadaniu ruszamy do Fez – mamy przed sobą około 100 km. Główny punkt programu stanowi dzisiaj Medyna w Fez. Od upału aż kręci się nam w głowach.

Uliczki Medyny są wąskie i zacienione, ale i to w tak upalny dzień niewiele pomaga. Wciąż trafiamy na ślepe zaułki i na barwne place targowe, mijając po drodze osiołki i konie. Zwierzęta te są tu głównym środkiem transportu. Próbując zrobić zdjęcia ludziom zajętym sprawunkami, dostaję burę, więc szybko staramy się wmieszać w tłum i zniknąć w jednej z uliczek. Podejmujemy decyzję, że dzisiaj jedziemy do Tangeru. Przed nami kolejne 300 km.

Dzień 28

Na miejsce noclegu wybraliśmy pierwszy lepszy kamping w Tangerze i świetnie trafiliśmy. Dobra cena, na terenie restauracja w europejskim stylu z doskonałym jedzeniem. Do tego, do posiłku podawano marokańską herbatę w bogato zdobionym czajniczku, z dodatkiem świeżej mięty i sporą ilością cukru. Smakowała tym lepiej, że wzięło nas na wspominki i podsumowania naszej ekspedycji.

Prom Tanger Med. – Barcelona odpływa jutro o godz. 23:00, mamy więc półtora dnia na odpoczynek i plażę.

Dzień 29

Ostatnia noc jaką spędziliśmy w Maroku była niesamowicie zimna i tak wietrzna, że ciężko było utrzymać się na nogach. Byliśmy zmuszeni sięgnąć po cieplejsze ubrania ;)

Agent u którego kupiliśmy bilet, ostrzegał abyśmy w porcie byliśmy już o 18:30. Tak też zrobiliśmy. Chwila formalności, skanowanie samochodu i już staliśmy w kolejce na prom. Wypłynęliśmy dopiero o 1:30, mimo że planowo prom miał wypłynąć o 23:00.

Dzień 30 i 31

Dwie kolejne noce przespaliśmy na promie w mało wygodnych fotelach. Klimatyzacja była tak silna, że spaliśmy opatuleni po uszy. W ciągu dnia koniecznie trzeba było wygrzać się na pokładzie.

Niezbędny był dodatkowy śpiwór (schowany w aucie), ale nie pozwolono nam wejść pod pokład, gdzie znajdowały się samochody. Zaliczyliśmy więc małe włamanie do garażu. Na szczęście bez żadnych konsekwencji.

Rano 31 dnia ekspedycji byliśmy już byliśmy w Barcelonie. Małe tapas na śniadanie i ekspresowe zwiedzanie miasta. Wojtek złapał już chyba w żagiel wiatr wiejący z Zakopanego ;) bo aż się palił w drogę powrotną. Późną nocą dotarliśmy do znajomych w Mediolanie.

W porównaniu z Afryką, Europa wydała się nam mało przyjazna. Przez ten miesiąc spędzony na czarnym kontynencie przyzwyczailiśmy się, że ludzie zwracają na nas uwagę, zaczepiają a przede wszystkim uśmiechają się do nas. A tu zainteresowanie wzbudza jedynie nasz samochód.

Już po północy, o godzinie 1:30 dojechaliśmy do Zakopanego. Wojtek jest już w domu. Ja musze chwilkę jeszcze poczekać zanim przywitam się z moim bliskim, ale to już kwestia godzin... do Krakowa niedaleko.

To już koniec, pomimo że cieszymy się, że jesteśmy w domu to jednak trochę żal. Myślę, że długo jeszcze będziemy wspominać te 32 dni podróży…

 

Expedycja IV Kongo – do serca Afryki: www.e4kongo.pl, www.facebook.com/e4kongo.

Główni partnerzy: www.chilitraders.com, www.2poland.eu, www.autocentrum.pl, www.taurus.info.pl.

Organizator wydarzenia: Morgan Advertising Sp. z o.o. www.morgan-a.pl.

Autor tekstu: Danuta Sikorska, foto. D. Sikorska, W. Stopa-Brzyskowy, korekta Iwona Suwara.

Zdjęcia

Wczytywanie zdjęć...
Dzieci na ulicach Dakaru Kolory Afryki Spotkanie w drodze do Saint Louis
W drodze do Saint Louis Granica w Rosso, Senegal Saint Louis
Saint Louis Przedmieścia Saint Louis Poza trasą, Mauretania
Szusowanie w Mauretanii Sahara Zachodnia Zwrotnik Raka
Sahara Zachodnia Sahara Zachodnia Sahara Zachodnia
Droga do Sidi Ifni Namioty Berberów Twory skalne w Sidi Ifni
Góry Atlas Misato w Górach Atlas Misato w Górach Atlas
Góry Atlas Góry Atlas Góry Atlas
Uliczka w  Warzazat Berberowie, Góry Atlas Góry Atlas
Medyna w Fez Medyna w Fez Medyna w Fez
Zellige - marokańska mozaika, Fez Ostatnie chwile na marokańskiej ziemi Ostatnie chwile na marokańskiej ziemi
Sagrada Familia, Barcelona Barcelona Travelster jednym z partnerów ekspedycji