Strona korzysta z plików cookies, aby lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
OK, nie pokazuj więcej
Serwis podróżniczy

Ekspedycja do serca Afryki, część 1

Autor: ekspedycja, Data: 2013-09-10
Państwo: Hiszpania, Maroko, Polska, Słowacja, Włochy

Ocena 10/10 (1 głosów):

1 lipca 2013, po wielu tygodniach przygotowań, czwórka uczestników Ekspedycji IV Kongo wyruszyła do Demokratycznej Republika Konga - państwa leżącego w samym sercu Afryki. Ekspedycja zakończyła się sukcesem, mimo iż nie wszystkie zakładane początkowo cele udało się osiągnąć. Zapraszamy do lektury relacji "dzień po dniu" z tej wyprawy. 

Dzień 1

Z Zakopanego planowaliśmy wyjechać o godz. 6:00, jednak pożegnalne zdjęcia przesunęły wyjazd na godz. 8:00. Granicę ze Słowacją przekroczyliśmy już po kilkunastu minutach. Chyba wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że mogą się nam przytrafić awarie samochodu, ale żeby już po przejechaniu 130 km?!

Do niepokojąco wysokiego poziomu podniosła się temperatura silnika. Po dość szybkiej wymianie wentylatora, pojechaliśmy dalej. Ustaliliśmy, że już w Słowenii, gdzie zaplanowaliśmy pierwszy nocleg, na spokojnie sprawdzimy co się dzieje. W miejscowości Bled znaleźliśmy nocleg ze śniadaniem. Wojtek z Edim podczas nocnych napraw usunęli termostat, walczyli z nim praktycznie do godz. 23:00. Ponoć ma już być dobrze, zobaczymy. Jutro wstajemy ok. 7:00.

Dzień 2

Po porannym spacerze po wąwozie, w dobrych nastrojach wsiedliśmy do samochodu. Zaplanowaliśmy, że zatrzymamy się na noc w Savonie blisko Genovy i jeszcze raz spróbujemy usunąć usterkę. Podczas wstępnych oględzin ujawniła się dziura w chłodnicy. Wojtek zawziął się i nie dał za wygraną! I bardzo dobrze. Wszyscy chcemy jak najszybciej dojechać do Afryki.

Po kolacji w miejscowej trattorii, udajemy się na spoczynek na naszym campingu położonym nad morzem. Mamy nadzieję że kolejny dzień przyniesie poprawę. Rano okazuje się jednak, że za kamping zapłacić musimy znacznie więcej niż ustaliliśmy wczoraj. Jesteśmy zdenerwowani, ponieważ kilka razy potwierdzaliśmy u pani z recepcji, czy chodzi jej o 17 czy raczej 70 euro. Stanowczo wówczas mówiła, że 17 - i na nic nasze starania skoro okazuje się, że jednak 70. Płacimy i udajemy się w dalszą drogę.

Dzień 3

Praktycznie cały kolejny dzień spędziliśmy w trasie. O 19:00 udało nam się dojechać do Barcelony. Zdecydowaliśmy, że będziemy jechać przez całą noc. Mieliśmy też mały problem z klimatyzacją, jednak szczęśliwie sytuacja została szybko opanowana.

Rano dotarliśmy do Algeciras. Jesteśmy zmęczeni i niewyspani, jednak nie ma to znaczenia. Najważniejsze jest to, że już prawie jesteśmy w Afryce! Udajemy się do portu. Z już zakupionym biletem stajemy w kolejce, do której co chwila dojeżdżają kolejne wozy zapakowane taką ilością towaru, że nie możemy się nadziwić. Oczekiwanie dłuż się niesamowicie. Wzbudzamy zainteresowanie jednego z pracowników, starszego pana, któremu nasz samochód skojarzył się z rajdowym. Opowiadał nam ciekawe historie, jak to kiedyś brał udział w rajdach po pustyni. 

Dzień 4

No i jesteśmy w Afryce. Jest cudownie, ciepło i bardzo wietrznie! Jeszcze wnikliwa odprawa celna, podczas której pytano nas nawet o narkotyki i broń. Do Tangeru wjechaliśmy tylko na chwilę, zrobić zakupy i wymienić walutę.

Na nocleg udajemy się do Asilah, oddalonego o zaledwie 52 km. Na kampingu nie ma wolnych miejsc, a na rozbicie dodatkowych namiotów, czy też spanie w samochodzie nie dostajemy zgody. W poszukiwaniu innego noclegu, przez nieuwagę wjechaliśmy w jednokierunkową ulicę, na końcu której na nasze nieszczęście stał Policjant. Obeszło się na szczęście tylko na pouczeniu, a cała rozmowa była tłumaczona przez pana wyglądającego na ulicznego sprzedawcę sznurków na rękę. Policjant nie znał ani słowa po angielsku – coś na nas jeszcze na koniec nakrzyczał i pojechaliśmy dalej.

Na skrzyżowaniu wybiegł nam przed auto chłopak machający kluczami w uniesionej wysoko ręce. Zgadliśmy, że pewnie ma do wynajmu mieszkanie. W ten sposób pierwszą noc w Afryce spędziliśmy w dużym mieszkaniu, urządzonym w iście marokańskim stylu. Wieczorem wybraliśmy się na spacer po Medynie i podziwialiśmy zachód słońca nad oceanem.

Asliah to małe miasteczko, z urzekającą białą zabudową, stanowiącą fantastyczne tło dla kolorowych straganów. Nad ranem około godz. 5:00 budzi nas męski głos dobiegający z głośników, które wydają się docierać tuż zza okiennic naszego mieszkania. To wezwanie do pierwszej modlitwy z pobliskiego minaretu. Brzmi naprawdę niesamowicie!

Mamy przed sobą kilka godzin snu. Jutro udajemy się do Rabatu, gdzie musimy złożyć papiery o wizę mauretańską. 

Dzień 5

Informacje zamieszczone na stronach ambasad podają, że urząd ten czynny jest w piątki, w godzinach 9:00 – 11:00. Nie należy tym informacjom wierzyć. Nam wizę udało się uzyskać po godzinie 15:00, przy nieocenionej pomocy pana parkingowego. Pomoc ta kosztowała nas 3 T-shirty i 40 dirhamów. Urzędnik, z którym rozmawialiśmy miał bardzo zmienne nastroje. Na początku rzucał w naszym kierunku formularzami, o które prosiliśmy, a później - zachęcał do żartów.

Zadowoleni z pozyskanych dokumentów, udaliśmy się na poszukiwania kampingu. Nie było to wcale takie łatwe. Tutejsze kampingi jakby ukrywały się przed turystami, udając opuszczone. Niemniej muszą chyba być dochodowe, biorąc pod uwagę fakt, jakim samochodem jeździł właściciel naszego poletka ;). Na szczęście Staszek, nasze „sokole oko” zauważył napis na starej, zarośniętej chaszczami bramie.

Dzień 6

Edi, korzystając z przewodnika Pascala, w ciągu kilku godzin przegonił nas po najważniejszych miejscach stolicy Maroka. Deptania było naprawdę sporo, gdyż zabytki rozproszone są praktycznie po całym mieście. Największe wrażenie zrobiły na nas Cytadela oraz mauzoleum Szela, gdzie gniazda wiją czaple i bociany.

Odwiedziliśmy pełną kupieckiego życia Medynę, z której trudno było nam się wydostać przez tłum pomiędzy kramami oferującymi w zasadzie wszystko. Obowiązkowym punktem było symbol stolicy - Meczet Hassana Muhammada V oraz Mauzoleum Muhammada V (budowla współczesna).

Kolejna pozycja programu to Kazba al Udaja, otoczona potężnym obwarowaniem, urzekająca wąskimi, zacienionymi uliczkami i starymi biało - niebieskimi kamieniczkami. Labirynt uliczek prowadzi na taras z widokiem na ocean. Znaleźć tu można również pijalnię marokańskiej miętowej herbaty. Ukojenie po całym dniu półbiegu w słońcu przyniósł nam Ogród Andaluzyjski - oaza spokoju i zieleni położona w samym centrum miasta. Odpoczęliśmy trochę i ruszyliśmy na obiad.

Po szybkim posiłku wyruszyliśmy w kierunku Meknes. Im głębiej w ląd, tym bardziej wzrastała temperatura powietrza. Do celu dojechaliśmy praktycznie bez postoju. Jazda po starej części miasta standardowo odbywa się bez reguł w ruchu ulicznym i dodatkowo w maksymalnym korku. Adresy kampingów, którymi dysponowaliśmy, okazały się być już nie aktualne. Poszukiwania komplikowały napisy na ulicach tylko w języku arabskim. Wydostaliśmy się ze starej części miasta. Po sprawdzeniu cen hoteli w nowych dzielnicach doszliśmy do wniosku, że śpimy „ na dziko”.

Wyjechaliśmy za miasto. Po kilkunastu kilometrach dojechaliśmy do naszego kampingu - ścierniska graniczącego z gajem oliwnym. Widoki dookoła wynagradzają lekki dyskomfort. Miejsce to jest niezwykle malownicze, otwierają się przed nami dzikie tereny Afryki! Po całodziennym zwiedzaniu Rabatu usnęliśmy ekspresowo, nie zwracając uwagi na odgłosy nas otaczające. A wszędzie wokoło coś się kręciło, pomrukiwało i szeleściło…

Dzień 7

Wczesnym porankiem usłyszeliśmy odgłosy prac polnych i beczenie owiec, które po chwili minęły nas, nie zwracając większej uwagi na naszą obecność. Dzisiaj udajemy się do ruin rzymskiego miasta w Volubillis.

Na teren wykopaliska wchodzimy dziurą w płocie - nie ze skąpstwa, tylko tak nam było po drodze. Zostaliśmy przyłapani przez przewodnika, ale po kilku wspólnych zdjęciach zostaliśmy wpuszczeni bez konieczności wnoszenia opłaty.

Volubillis wpisane jest na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Zobaczyć tu można pozostałości murów obronnych, kapitolu, termy, łuk triumfalny forum i domy mieszkalne. W wielu pomieszczeniach widoczne są starożytne rzymskie mozaiki.

Malowniczymi drogami udaliśmy się do Atlasu Średniego, którego górskie krajobrazy zrobiły na nas olbrzymie wrażenie. Gdy zatrzymaliśmy się przy niewielkiej osadzie, zaczęły do nas nawoływać dzieci siedzące przed jednym z domów. Wzięliśmy kilka koszulek dziecięcych Reporter Young, trochę cukierków i poszliśmy się przywitać. Mama dzieciaczków zaraz nas zaprosiła „na pokoje”, chciała raczyć posiłkiem. W pomieszczeniach zlokalizowanych w piwnicy było chłodno, więc chwilkę zostaliśmy, zrobiliśmy kilka zdjęć, pożegnaliśmy się i pojechaliśmy dalej.

Kolejnym przystankiem w podróży było Sefrou. Pierwsze kroki skierowaliśmy do Medyny i już przy bramie wejściowej zajął się nami przemiły pan, zapytał czego szukamy i jak zwykle zaproponował swoją pomoc. W przewodniku Pascala przeczytać można, że osoby takie pojawiają we wszystkich miejscach, do których przyjeżdżają turyści. Korzystamy z jego usług, ustalając od razu opłatę na 20 dih. Nasz przewodnik prowadzi nas labiryntem uliczek do małego baru, którego sami z pewnością byśmy nie znaleźli. Posiłek w prawdziwie marokańskim stylu: zaserwowano nam bardzo pikantną zupę z fasoli (Lubia) oraz szaszłyk z baraniny.

Nieopodal Sefrou położona jest Al-Bahatil, mała wioska, w której kilku ludzi do dziś żyje w jaskiniach. Tutejszy przewodnik nagle wybiega do nas z budynku i pakuje się na przednie siedzenie, spychając mnie na podłokietnik, nie pytając, czy w ogóle jesteśmy zainteresowani jego pomocą. Człowiek ten okazał się jednak przesympatyczny, więc decydujemy się na skorzystanie z jego usług.

Zostajemy oprowadzeni po wiosce oraz odwiedzamy jedną z zamieszkanych jaskiń, gdzie zostajemy poczęstowani słodką, zieloną herbatą z miętą. Smakuje wyśmienicie! Napój ten idealnie sprawdza się w tutejszych temperaturach.

Popołudniowe słońce sprawia, że góry i miasteczko na zboczu jednej z nich, wyglądają jeszcze bardziej malowniczo. Aż przykro opuszczać to miejsce. Kolejny dzień naszej wyprawy spędzimy w Casablance.

 

Czytaj dalej: cześć 2.

Zdjęcia

Wczytywanie zdjęć...
Zakopane Słowacja - awaria samochodu Wąwóz Vintgar
Wąwóz Vintgar Wąwóz Vintgar Włochy - nocleg przy plarzy
Algeciras, Hiszpania Czekamy na prom, Hiszpania Czekamy na prom, Hiszpania
Afryka widziana z promu Kamping, Rabat Cytadela Szella, Rabat
Kazba al Udaja, Rabat Rabat Rabat
Wieża Hassana, Rabat Volubillis - ruiny rzymskiego miasta Volubillis - ruiny rzymskiego miasta
odwiedziny, Sefrou Meczet Hassana II, Casablanca