Strona korzysta z plików cookies, aby lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.
OK, nie pokazuj więcej
Serwis podróżniczy

Ferraty w Dolomitach

Autor: atom, Data: 2010-01-08
Państwo: Włochy

Ocena 7/10 (1 głosów):

Wyjazd w Dolomity planowaliśmy prawie od roku. Plany udało się zrealizować w sierpniu 2001. Początkowo ta wyprawa, w pierwsze dla nas góry inne niż Tatry, miała być celem samym w sobie. Bliskość najwyższego szczytu Austrii, sprawiła jednak, że wyjazd ten został połączony z wejściem na dach Austrii - Grossglockner (3798 m.n.p.m).

Z Poznania do Austrii (do miejscowości Spittal) dojechaliśmy pociągiem (z przesiadkami w: Katowicach, Wiedniu i Salzburgu). Po zdobyciu Grossglockner-a (ale o tym innym razem) pojechaliśmy w kierunku San Condido i ruszyliśmy na ferraty grupy Dolomiti di Sesto. Wielkość naszych bagaży wzbudzała podziw niektórych spotkanych na szlaku ludzi - znalazł się nawet jeden osobnik, który zapytał czy może spróbować ponieść mój plecak. Oczywiście nie odmówiłem mu tej przyjemności :). Pierwszą noc w Dolomitach spędziliśmy w zatłoczonym schronisku w Fondo Valle. Tam też zostawiliśmy nasze plecaki i z bagażem podręcznym ruszyliśmy na alpinstradę (Via Ferrata Strada d'Alpini). Planowaliśmy zrobić pętlę i za trzy dni wrócić po nasz bagaż. Alpinstradą dotarliśmy do schroniska Berti, gdzie spędziliśmy kolejną noc, a stamtąd ferratą Roghel i Gabriella do schroniska Carducci, miejsca kolejnego noclegu. Następnego dnia zeszliśmy, mijając po drodze o biwak Cadore, na Fondo Valle, skąd udaliśmy się w kierunku do Cortiny d'Ampezzo.

Z Cortiny, zasmakowawszy dobrodziejstw cywilizowanego świata, ruszyliśmy autobusem na Cinque Torri. W tym wspinaczkowym ogródku Dolomitów mowa włoska miesza się z polską, francuską, niemiecką i angielską. Z parkingu, do schroniska przy Cinque Torri można wjechać kolejką, co powoduje tłok w schronisku i utrudnia znalezienie wolnego miejsca na nocleg. Postanowiliśmy zanocować w skałach. Spędziliśmy tam trzy dni, wybierając wielowyciągowe, aczkolwiek dość proste drogi. Ponieważ czas naszego pobytu w górach nieuchronnie zbliżał się ku końcowi, z Cinque Torri, powoli skierowaliśmy się do Cortiny d'Ampezzo, a dalej do San Condido, by w końcu wsiąść do pociągu jadącego do kraju (no może nie do końca, bo bez kilku przesiadek się nie obyło). Żeby nie było że pociągi spóźniają się tylko w Polsce, nasz pociąg z San Condido miał ponad godzinę spóźnienia, przez co nie zdążyliśmy na przesiadkę w Wiedniu i na kolejnego Chopina do Katowic musieliśmy poczekać ponad 11 godzin.

 

Zobacz również:

Zdjęcia

Wczytywanie zdjęć...
Widok ze szlaku Via Ferrata Strada d'Alpini Widok ze szlaku Via Ferrata Strada d'Alpini Masyw Tofan: Tofana di Rozes, Tofana di Mezzo
Cinque Torri Gdzieś w Dolomitach... Wspinanie w Cinque Torri
Na szlaku Via Ferrata Roghel Na szlaku Via Ferrata Gabriella